Jak Cię widzą... To powiedzenie powstało jeszcze przed wynalezieniem fotografii.
Od tego czasu rola obrazu tylko wzrosła. Przyglądając się bliżej,
ze zdumieniem można stwierdzić, że ten stosunkowo niedrogi element
wszystkich kosztów decyduje o wrażeniu. Czyli o tym ...jak Cię piszą.
You need to upgrade your Flash Player



    CHOROBA O NAZWIE FOTOGRAFIA


Fotografia to długotrwała choroba nękająca znaczną część populacji. Charakteryzuje się powolnym okresem inkubacji i wieloetapowym przebiegiem. Jakkolwiek jej rozwój może być bardzo indywidualny to można wyróżnić cztery zasadnicze etapy. Różnią się one między sobą bardzo znacząco. Co ciekawe i charakterystyczne w kolejne fazy wchodzi coraz mniej zainfekowanych. Do ostatniej dochodzi więc już u bardzo niewielu, przy wielkiej ilości początkowych zachorowań. Mówimy więc o swoistym wzroście odporności na postęp w tej chorobie. Zahamowanie nie jest jednak równoznaczne z ozdrowieniem wobec tego w populacji ustala się swoista międzyfazowa równowaga. Proporcje są następujące:
     - 94 % faza pierwsza
     - 5,9 % faza druga
     - 0.0999 % faza trzecia
     - 0.0001 % faza czwarta
Każda z faz wykształca charakterystyczne zachowania i odruchy swoiste.

Przebieg zaczyna się jak to zwykle bywa od nosicielstwa. Nosiciel aparatu fotograficznego jest na tym etapie niezbyt świadomy choroby. Kluczowy jest tutaj prosty odruch gałkowo-palcowy. Mimowolne spojrzenia wywołują skurcz palca wskazującego prawej ręki. W literaturze fachowej mówi się tutaj o pstrykactwie. Jednak chorzy przebywający w tej fazie nie są specjalnie uciążliwi dla społeczności. Ich choroba nie powoduje też zbyt wysokich strat w budżetach gospodarstw domowych. Z tego powodu zainfekowanii są traktowani przyjaźnie przez najbliższe otoczenie. Należy sobie jednak powiedzieć, że skala zachorowań na tym etapie jest tak wielka, że można mówić o pandemii. Nie byłoby to może tak groźne gdyby nie to, że 6% z nich przechodzi do fazy drugiej.

Tutaj zmiany są zasadnicze. Pierwsza to świadomość choroby. Chorzy godzinami rozprawiają o swojej przypadłości. Charakteryzuje ją skupienie na właściwościach technicznych. Drobiazgowa analiza układów optyczno-mechanicznych może wypełnić, każdą wolną chwilę i każdą myśl pacjentów. Nazywamy to skupieniem sprzętowo-maniakalnym. Na tym etapie obowiązuje nadal pstrykactwo jakkolwiek niektórzy chorujący zaczynają już zauważać problemy kompozycyjne. Jasno należy powiedzieć, że obowiązuje prosta przedstawieniowość czyli zasada "skoro widzę to fotografuję". Bardzo nieprzyjemną konsekwencją jest znaczna degradacja finansowa związana z astronomicznymi wydatkami na sprzęt. Na tym etapie chorzy są bardzo podatni na sugestie. Skwapliwie wykorzystują to dostawcy tandetnych urządzeń, faszerując je podejrzanymi związkami. W ich organiźmie akumulują się więc znaczne ilości róźnych pierwiastków. Dominuje toksycznych nikiel (Ni) i radioaktywny wapń (Ca). Występuje też agresywny atomowy tlen (O) oraz trujący fosfor (P) i, ostatnio, siarka (S). Co ciekawe następuje tutaj swoiste uzależnienie od danego dostawcy sprzętu - podobne do tego narkotykowego. Charakterystyczne jest też samoorganizowanie się chorych w zamknięte klany - domeny. Te struktury uniemożliwiają wyjście z choroby, nie pozwalając jednak jednocześnie na jej dalszy rozwój. Czyli przejście do fazy trzeciej.

Ta charakteryzuje się zanikiem prostego odruchu gałkowo-palcowego. Chory odzyskuje zdolność widzenia refleksyjnego. Gwałtownie rośnie wrażliwość na kompozycję i kolor. Nowe bodźce odsuwają na plan dalszy skupienie sprzętowo-maniakalne. Oprócz tych, raczej pozytywnych, zmian występują też negatywne. Główne to wałęsactwo i zbieractwo. Dotknięci nimi zajmują się chorobliwym utrwalaniem napotkanych widoków. Należy sobie jasno powiedzieć, że są to częstokroć obrazy o sporej wartości artystycznej. Charakteryzuje je estetyzm i wizualizm oraz poprawność kompozycyjna. Można jednak mówić o ubóstwie emocjonalnym i braku oryginalności. Chorzy są wybredni, do swoich kolekcji włączają tylko nieliczne prace. Okupione jest to wielkim wysiłkiem fizycznym przy dużym zużyciu czasu. Kolekcje przypominają jednak zbiór przypadkowo wyrwanych stron z różnych książek. Ta chaotyczność i brak wizji przewodniej stawia pod znakiem zapytania sensowność tej pracy. Na tym etapie w porównaniu z poprzednim rośnie znacznie odsetek tzw zawodowych chorych. Wytwory ich pracy mają pewne zastosowanie w przekazie informacji. Pozwala im to na pozyskanie środków do życia. W nielicznych przypadkach są to całkiem spore kwoty.

Do fazy czwartej dochodzą już głównie zawodowi chorzy. Na tym etapie ustępują dotychczasowe objawy. Całkowicie zanika skupienie sprzętowo-maniakalne i zbieractwo. Chorzy mają wybitną świadomość swojej choroby. Do głosu dochodzi obsesyjna chęć bycia oryginalnym i zauważonym. Co w połączeniu z wrażliwością na cudze emocje czyni obcowanie z takimi osobnikami uciążliwie. Należy do tego dodać wyolbrzymioną ocenę własnej wartości. Najgorsze jest jednak poczucie misji ulepszania świata. Osobników takich charakteryzuje wzrok zoogniskowany "na nieskończoność", grymas wyższości na twarzy oraz skupienie wszystkich myśli wokół swojej choroby. Niewielka ilość chorych w tym stadium może byłaby niegroźna dla całej populacji gdyby nie fakt, że wywiera ona zgubny wpływ na pozostałych chorych katalizując u niektórych z nich objawy chorobowe.

Reasumując proponuję wprowadzenie prawnych i instytucjonaln:ych pociągnięć mających na celu ograniczenie pandemii:
  • Wprowadzenie zakazu nosicielstwa aparatów fotograficznych do lat 18.
  • Ograniczenie wałęsactwa i zbieractwa poprzez wprowadzenie zakazów poruszania się i wysłonięcia co bardziej prowokujących widoków.
  • Wprowadzenie stosownych ostrzeżeń na elementach wyposażenia przez producentów.
  • Ograniczenie możliwości samoorganizacji chorych w klanach-domenach.
  • Izolowanie chorych w fazie czwartej w zamkniętych i odciętych informacyjnie obszarach.

dr Wujot











©2005  Wiesław Jurewicz,   created by: A. Więckowska,  K. Wronikowski